Challenge 3 tygodnie do lata – tydzień drugi

No i poległam… Kobiety są podobno wielozadaniowe i potrafią robić kilka rzeczy w tym samym czasie. Ja jednak mam jedną słabość, swoją córeczkę. Amelka rozłożyła mi się totalnie w ubiegłym tygodniu, kaszel doskwierał nam całe dnie, a w nocy nawet nie myślał, aby odpuścić. Do tego temperatura, brak apetytu i kapiący z nosa katar… Gdy ona  jest chora, mnie nie ma dla reszty świata, oddaję się całą sobą tej małej istocie, by jak najbardziej pomóc jej przejść przez te złe dni. Na całe szczęście jest już lepiej z Amelką, ale żeby nie było za wesoło i zbyt nudno, to ja kicham, prycham i chodzę (a raczej wlekę się) po mieszkaniu niczym zombi. Tak na prawdę nie licząc diety, której się trzymam kurczowo, można uznać, że „Challenge 3 tygodnie do lata – tydzień drugi” okazał się totalną klapą…

Podsumujmy więc ubiegły tydzień względem owego challenge’u:

  • koniec ze słodyczami (głównie mają okropny wpływ na moją cerę)

Tutaj idzie świetnie. Pogoda się załamała, więc lody nie kuszą. Jedyne dobroci jakie mi wpadły to samorobne gofry, do których dodałam zaledwie łyżkę cukru brązowego na 10 „rzutów”, czyli 50 małych serduszek.

  • żadnych napojów gazowanych (alkoholu i tak nie piję)

Szło całkiem dobrze, dopóki w niewyjaśnionych okolicznościach w lodówce nie znalazła się puszka energetyka – chodzące zło. Byłam do tego stopnia zmęczona chorobą Amelki, że się złamałam i skusiłam… Pomińmy fakt, że jeszcze żaden energetyk nigdy nie postawił mnie na nogi 😀

  • codziennie 40-60minut trening cardio

Dupa i totalna porażka, nie byłam w stanie ani psychicznym ani fizycznym podjąć się tego wyzwania i poległam na całej linii.

5-6 razy w tygodniu trening siłowy, na zmianę z interwałowym 

Trening był, ale zamiast 5-6 razy, to zaledwie 3 i to jeden niecały, bo już tak mnie zatoki bolały, że nie szło.

  • zbilansowana i racjonalna dieta

Całe szczęście, że tutaj nie mam większych problemów. Udało mi się nawet przyciąć nieco więcej kalorii dzięki mojemu samopoczuciu i braku apetytu, co mam nadzieję nie odbije się w ostatnim tygodniu, gdy (mam nadzieję) wróci zdrowie.

Nie planując tego w ogóle, ubiegły tydzień zmienił nieco znaczenie, z „challenge’u 3 tygodnie do lata” zrobił się „challenge o przetrwanie. Nie znoszę, gdy Amelka jest chora. Chyba każdy rodzic chciałby zabrać chorobę dziecka i przyjąć ją na siebie. Byłam przekonana, że wytrwam u jej boku i się nie zarażę, jednak mój organizm miał inne plany. Gdy tylko wrócę do żywych, kilka ostatnich dni challenge’u pokonam na najwyższych obrotach. Efekt nie będzie powalający, ale najważniejsza jest wola zmian i te małe sukcesy, takie jak obejście się smakiem, gdy widzisz pyszne ciasto na wystawie. Ja jestem z siebie dumna mimo wszystko i wiem, że na challenge’u moja przygoda ze sportem się nie skończy, bo on jest ze mną od dziecka. Został ostatni tydzień, dam czadu!

A Wam jak idzie? Podjęliście się próby? Stawiacie sobie wyzwania sportowe?

Pozdrawiam! 🙂

  • No, niezłe wyzwanie 🙂 Trzymam kciuki!

  • mimo choroby córki i swojej i tak udało Ci się dużo rzeczy zrobić 😀 wow jestem pod wrażeniem 🙂

    http://booksmyloveblog.blogspot.co.uk/

    • Matka Na Zachodzie

      Dzięki 😉

  • Ola

    U mnie wyjątkowo dobrze! Ale stawiając sobie za wyzwanie codziennie trening cardio to też bym poległa 🙂 4 razy w tygodniu to dla mnie max. Dobrze, że chociaż dieta zachowana, bo z tym to u mnie gorzej 😉 Pozdrawiam!